Nie mam dość odwagi czy bezczelności, by nazwać sam siebie malarzem. Niemniej… maluję, wystawiam, czasem moje obrazy się sprzedają – czyli spełniam podstawowe wymogi definiujące malarza, przynajmniej w jego społecznej funkcji. Poza tym całkiem często robię coś nietypowego z dziedzin plastycznych… To raczej eksperyment i poszukiwanie niż działalność zawodowa.
Lubię poczucie oderwania od rozmaitych codziennych upierdliwości, które daje malowanie. Niektórzy w tym celu stosują alkohol ale wydaje mi się, że układanie kolorów na tle jest zdecydowanie zdrowszą metodą relaksu.
Kiedy popatrzę na swoje obrazy, to mimo wszystko malując bardzo często pozostaje pisarzem i autorem komiksów: moje obrazy często zawierają opowieść. Z drugiej strony równie często są po prostu obrazami namalowanymi dlatego, że zająłem się kształtem, kolorem, kompozycją.
Martwa natura jest dla mnie równie ważna jak opowieść plastyczna.
Lubię malowanie akrylem, nakładanie pędzlem gęstej farby na płótno, mieszanie kolorów, nerwowe, pośpieszne, wrzucanie barw które i tak nie trafią w to co widać ale zazwyczaj trafiają w to co mam w głowie. Przynajmniej przez chwilę.
Lubię węgiel i pastele, głównie dlatego, że ręczne paćkanie palcami po papierze i robienie obrazu z dotyku w jakiś sposób dostarcza mi sporo fizycznej przyjemności, niezależnie od przyjemności, jaką daje intensywne wpatrywanie się w przedmiot i szukanie w nim coraz to nowych detali do przełożenia na kolor.
Zastanawiając się nad tą kwestią sformułowałem kiedyś programowe założenia kierunku w malarstwie, który nazwałem cebulizmem. Nie jestem pewien, czy jestem malarzem, ale cebulistą jestem na pewno.
Galeria prac plastycznych dla reklamy

Najnowsze komentarze