Hamlet – książę wśród zagadek
„Hamlet” Szekspira jest jedną z najważniejszych sztuk teatralnych w historii ludzkości, jednak, jak to bywa – im więcej prób pełnego wyjaśnienia opowieści – tym więcej pojawia się pytań. Wydawać by się mogło, że dziś, kiedy dysponujemy potężnymi narzędziami do porównywania danych i znakomitą łącznością pomiędzy badaczami – łatwiej będzie zrozumieć historię duńskiego królewicza.
Nic z tego. To, co najbardziej oddala nas od Szekspirowskich bohaterów, to właśnie upływ czasu i świadomość, że ludzie mogą się łatwo porozumiewać. Chociaż od tysięcy lat nie zmienili się zbytnio – wciąż tak samo czują, nienawidzą i boją się – to jednak od dwustu lat żyjemy w innym świecie, który wymusza na nas odmienny stosunek do życia.
Aby zrozumieć postępowanie i problemy Hamleta – musimy najpierw zrozumieć realia, w jakich żył. Dopiero wtedy wolno nam stawiać się w jego miejscu. Zagadkowe zachowania bohaterów stają się wówczas troszkę bardziej zrozumiałe. Mistrz Wiliam – według ówczesnych zwyczajów tytuł ten mu się należałby mu się, gdyby po ojcu odziedziczył warsztat rękawicznika – pisał zawodowo: publiczność miała przyjść do teatru „The Globe” i zapłacić za wstęp, a potem wrócić na kolejne przedstawienie. Przychodzili tam ludzie doskonale świadomi, gdzie przychodzą, a przy tym nieskrępowani w wyrażaniu swoich uczuć. Taka publiczność bywa wspaniała ale też i straszna dla artystów. Będzie straszna, jeśli na scenie zobaczy rzeczy, których nie zrozumie. Zgniłe jarzyny i śmieci lecące na scenę nie są bynajmniej wynalazkiem naszych czasów – Szekspir nie życzył tego swoim przyjaciołom i wspólnikom, musiał zatem być zrozumiały dla każdego widza: od czeladnika szewskiego do arystokraty. W pewnym sensie pisał „pod publiczkę”… Pamiętajmy również, że żaden element dzieła sztuki nie jest przypadkowy, nawet, jeśli wydaje się nam inaczej. Wyjaśnienie pozornych przypadkowości często niesie odpowiedź na najważniejsze pytania.
Świat już nie jest mały.
Współczesny człowiek rzadko kiedy rozmawia ze swoimi sąsiadami więcej niż godzinę w roku, najczęściej nie wtyka nosa w ich sprawy, nie pozwala im na to samo i pracuje z dala od domu. Możemy łatwo wjechać do sąsiedniego kraju a wyjazd na inny kontynent też nie jest czymś niecodziennym. Prędzej znajdziemy przyjaciół tam, niż pod domem. Jesteśmy w stanie wyleczyć ogromną ilość chorób, żyjemy prawie trzy razy dłużej niż w czasach Szekspira, a jeśli czegoś nie wiemy – w prawie każdym domu jest dostęp do niezbędnej informacji. Życie codzienne stało się łatwiejsze i trochę nudne. Po raz pierwszy w historii osiągnęliśmy prywatność i anonimowość – zła opinia nie pójdzie za nikim, nie mamy możliwości sprawdzenia drugiej osoby, doświadczamy na co dzień osamotnienia. Nikt nie odpowiada za czyny swoich krewnych i nie musi się martwić, że niewłaściwym postępowaniem zaszkodzi całej rodzinie. Presja moralna zmalała niemal do zera. Tym sposobem zaniknęło pojęcie kluczowe dla etyki dawnych wieków: honor oparty na odpowiedzialności za swoje czyny. Wydaje nam się to normalne a postrzeganie osoby głównie poprzez rodzinę, majątek i pochodzenie uważamy za bezsensowne. To jeden z powodów, dla których umyka nam dzisiaj wielka część okoliczności motywujących szekspirowskich bohaterów: działali w świecie, w którym człowiek żył dla rodziny i poprzez nią był określany.
Młodzi piękni, dobrze urodzeni – niektóre osoby dramatu
Kim był książę Hamlet przed „Hamletem”?
Mówi się, że duński książę jest człowiekiem bardzo niezdecydowanym, jego dylematy to wręcz symbol.
Takie myślenie opiera się na założeniu, że Hamlet mógł wybrać dobre rozwiązanie i nie umiał. Warto przyjrzeć się możliwościom jakie przed nim stały – ale z punktu widzenia epoki Szekspira, nie naszej.
Kim jest Hamlet?
Dramat pokazuje jego bogatą osobowość, wybitną inteligencję pozwalającą na wodzenie za nos wszystkich nieprzyjaciół, gwałtowny temperament opanowany przez silną wolę, głębokie przywiązanie do matki i ojca i świadomość własnych powinności wobec ludzi, królestwa, Boga.
Ma mnóstwo wiary w siebie – wręcz słynie z brawury i nieostrożności, co pozwala Klaudiuszowi zaaranżować turniej, w którym jego przeciwnik walczy ostrą a on sam tępą bronią.
Wybitny szermierz, chociaż słowa Gertrudy podczas pojedynku pozwalają przypuszczać, że nieco wyszedł z formy. To ważna wskazówka dotycząca wyglądu. Co jakiś czas badacze spierają się o detale sztuki – spór o wygląd duńskiego królewicza trwa już kilkaset lat. Warto pamiętać o jego ukochanym sporcie, który w sztuce odgrywa tak ważną rolę. W sportach walki niezgrabni mężczyźni nie mają wiele do roboty. Jeśli chcemy go sobie dobrze wyobrazić – spójrzmy na współczesnych mistrzów fechtunku: to ludzie, którzy na trening poświęcają tylko trochę mniej czasu niż szesnastowieczna szlachta.
Przez większość akcji bywa zgryźliwy, ironiczny i niemiły – ma ku temu ważne powody. Umie też być czarujący, dowcipny i elegancki, podoba się kobietom – chociaż nie ugania się za spódniczkami a rozwiązłości nie lubi. Wielu badaczom współczesnym dało to podstawy do podejrzeń o homoseksualizm, jednak brak jakichkolwiek dowodów by to stwierdzić na pewno. W czasach Szekspira i później „sodomię” uważano za zbrodnię i karano śmiercią ku zadowoleniu ogółu społeczeństwa. Czy pisarz żyjący z teatru mógł pozwolić sobie wówczas na publiczne gloryfikowanie czegoś tak ryzykownego?
Stosunek Hamleta do płci pięknej wynikał raczej z obyczajów epoki.
Młodych szlachciców na dworach wychowywano raczej z daleka od kobiet i bardzo surowo – to zrozumiałe, że przyjaźnie nawiązywane w takich warunkach były głębsze i bardziej intymne niż dzisiaj, podobnie jak zrozumiałe jest, że po wstąpieniu w szeregi dorosłych w pełni korzystali ze przysługującej im wreszcie swobody. Jednakże nie wszyscy musieli się wyszumieć z kobietami lekkich obyczajów. Fakt, że ktoś nie ugania się za spódniczkami nie czyni z nikogo homoseksualisty, podobnie jak niechęć do małżeństwa czy ukrywanie seksualnych zabaw. Małżeństwo wówczas było przede wszystkim kontraktem dwóch rodzin mocno krępującym jednostkę. Zaś kobiety dostarczające cielesnych uciech to nie były znajomości, którymi mógł się publicznie chwalić szlachcic – a już na pewno nie protestancki następca tronu.
Z powodów obyczajowych nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć, czy Hamlet był hetero-, bi- czy homoseksualny – i niech tak zostanie, ta kwestia w gruncie rzeczy nie wnosi nic istotnego do rozumienia dramatu.
Ten aspekt osobowości królewicza możemy równie dobrze wyjaśnić jego estetyzmem – to bohater darzący ogromną czcią dobry smak i piękno. Tego zaś było niewiele w burdelach, tawernach i na elsynorskim dworze. Takie wyjaśnienie znajduje przynajmniej mocne podstawy w tekście sztuki.
Podsumowując – mamy księcia, który od początku budzi wiele sympatii.
Jego popularność wśród poddanych daje mu wręcz broń do ręki – Klaudiusz obawia się otwarcie przeciw niemu wystąpić.
Co takiego Hamlet robi, by zasłużyć na popularność? Kim właściwie jest? Czego dokonał? Co robił? Inaczej mówiąc: co znaczy jako człowiek?
Hamlet a obowiązki księcia
Rozmowa z grabarzem pozwala dokładnie oznaczyć wiek księcia na trzydzieści lat. To tyle, by być młodym królem lub nieco przejrzałym następcą tronu.
W każdym razie jest mężczyzną dorosłym. Wedle kryteriów epoki – prawie w średnim wieku. Powinien mieć już żonę i dzieci, zapewnienie ciągłości dynastii to jeden z obowiązków księcia wobec kraju. Tego obowiązku nie dopełnił.
Wiadomość o śmierci ojca zaskoczyła go na studiach w Wittenberdze – na jednym z tamtejszych słynnych protestanckich uniwersytetów. Przebywał wśród najmądrzejszych ludzi swej epoki, wybitnych humanistów, uczonych, prawników, ciągnących tam zewsząd najzdolniejszych studentów – słowem wśród elity intelektualnej. Nic dziwnego, że w Elsynorze nie umiał się odnaleźć między dworakami i głupawymi karierowiczami. Mając pieniądze mógł oddawać się w uniwersyteckim mieście dowolnym rozrywkom i hołdować swemu wybrednemu gustowi. Zmartwienia? Brak. Obowiązki? One obciążały ojca – mężczyznę wciąż jeszcze pełnego sił i energii. W gruncie rzeczy Hamlet przedłużał sobie młodość, wiedząc, że gdy przyjdzie czas – służba państwu pochłonie go do końca życia. Uważał zapewne, że zdąży się do nich stopniowo przygotować.
Śmierć starego króla Hamleta zaskoczyła go w izolacji od wpływowych osób w kraju, nieobytego z problemami królestwa. Brak potomka sprawił, że niestary jeszcze stryj dawał dynastii takie same gwarancje. Jednakże Klaudiusz był stale na miejscu, miał zwolenników, trzymał rękę na pulsie spraw państwowych. Wobec nieobecności księcia Hamleta Klaudiusz był lepszym kandydatem na tron – bo od zwycięstwa nad Fortynbrasem Danii stale zagrażała odwetowa wojna z Norwegami. Pustka na tronie była jak zaproszenie do ataku. Aby jakoś rozwiązać palący problem – możni duńscy zgodzili się na ślub w obrębie najbliższej rodziny, mimo, że wedle norm elżbietańskich było to kazirodztwo, czyli grzech śmiertelny.
Za ten stan rzeczy królewicz Hamlet ponosił odpowiedzialność – gdyby robił co do niego należało, zamiast bawić się w wiecznego studenta – byłby królem i urządzałby dwór po swojemu. Nie doszłoby do związku matki ze stryjem i znieważenia pamięci podziwianego ojca.
A tak – był skazany na towarzystwo dworzan a partnerów do rozmowy miał tylko wśród ludzi pokroju Ozryka. Koronacja stryja i małżeństwo matki dokonane wbrew normom obyczajowym ale z poparciem rady królestwa było wyraźnym votum nieufności dla Hamleta. Stał się potencjalnym zagrożeniem dla Klaudiusza, pilnowanym obiektem troski. Chciał wyjechać na uniwersytet – stamtąd mógł montować stronnictwo, zbierać niezadowolonych, działać – nie pozwolono mu. Miał pozostać w Elsynorze, bo dwór królewski służy między innymi do pilnowania osób potencjalnie niebezpiecznych, co aż do tej chwili nie w pełni do Hamleta dotarło.
Sam sobie przygotował ten los. Pozostał bezradny, jako jedyna dostępna forma działania musiały mu wystarczyć najpierw flirt z Ofelią a później przyjaźń Horacja.
Wszystko to niezależnie od żałoby wpędzało księcia w głęboką frustrację i podsycało nienawiść do stryja, z którym tak głupio przegrał pierwsze starcie w walce o władzę.
Samotność księcia
Człowiek jest stworzeniem społecznym. Ludzie zawsze żyli i pracowali w grupie, samotników postrzegano jako anomalię. Biedni żyli jako część grupy, bogaci żyli w otoczeniu służących. Mało kto pozostawał sam na dłuższy czas. Dopiero w ciągu ostatnich stu lat wraz z rozwojem techniki samotność stała się zjawiskiem powszechnym i problemem społecznym.
Aby uświadomić sobie jak bardzo służba była obecna w życiu możnych warto zwrócić uwagę na fakt z zakresu kultury materialnej: dawne łoża ludzi bogatych mają baldachimy i kotary, aby wciąż obecna służba była choć trochę niewidoczna. To właśnie za taką kotarą ukrył się Poloniusz na swoją zgubę.
Podobnie rzecz się ma z Hamletem – z czysto realistycznego punktu widzenia książę na dworze nie był nigdy sam. Gdyby odprawił służących – obraziliby się za brak zaufania. A biorąc pod uwagę, że służyli jednak królowi a nie następcy tronu – mogli natychmiast donieść, że książę ma jakieś tajemnice, z którymi się ukrywa. Oczywiście służący samemu księciu bezpośrednio musieli być osobami dobrze urodzonymi – pokojowcy królów zawsze wywodzili się z dobrej szlachty. Tym pewniej byli szpiegami Klaudiusza, tak, jak Rozenkranc i Guildestern. Nawet jeśli nikt nie nazywał tego szpiegowaniem – to jednak służyli królowi, co do którego książę miał złe zamiary.
Inaczej mówiąc: Hamlet stale był otoczony ludźmi, ale w tym tłumie był ogromnie samotny. On, który przywykł przez kilka lat do ciągłych rozmów z ludźmi wybitnie inteligentnymi, tkwił na dworze wśród nadętych, bogatych durniów pokroju Ozryka. Dla niego Dania była więzieniem a flirt z Ofelią, rozmowa z Horacym czy drwiny z Poloniusza – jedyną ucieczką.
Człowiek samotny i przymusowo bezczynny ma skłonność do monologów.
Czy można wierzyć duchowi? Duch – ojciec, wytwór chorej wyobraźni czy kusiciel? demonologia w czasach Szekspira
Bardzo często mówi się, że „Hamlet” jest opowieścią o poszukiwaniu prawdy. Tak jest w istocie, chociaż to nie jest jedyny możliwy sposób odczytywania dramatu.
Pytania i zagadki są bramą do poznania prawdy, prawda ma wskazać właściwą drogę postępowania. Rebusy i metafory, udawanie i podstępy to główna broń w walce między stryjem-ojczymem i bratanko-pasierbem dopóki nie dojdzie do użycia stali i trucizny.
Pozornie przed księciem stoi proste zadanie: ukarać mordercę, pomścić ojca, przywrócić sprawiedliwość.
Szkopuł w tym, że autentyczny wymiar sprawiedliwości czasem wymyka się paragrafom i formułkom: to zadanie wymagające określenia, czym jest sprawiedliwość, kiedy ją naruszono, jak ją wymierzyć nie popadając w zbrodnię?
Do tego ludzkość nigdy nie dorobiła się jasnych przepisów karania królów za przestępstwa kryminalne.
Zbadajmy ten problem dokładniej.
Aby działać, trzeba wiedzieć: jak? Cel nie uświęca środków, najwyżej pozwala je wybierać – dokonanie właściwego wyboru wymaga wiedzy, ta zaś bierze się z odpowiedzi na pytania.
Pierwszą z serii zagadek, z którymi musi zmierzyć się Hamlet, jest duch uwielbianego ojca, który postawił przed nim zadanie ogromnie ryzykowne: ukaranie koronowanego władcy, bądź co bądź głównego fundamentu sprawiedliwości w królestwie.
Nie istniał sąd, który mógł rozpatrzyć sprawę zabójstwa starego Hamleta ani wzór postępowania śledczego.
Siłą rzeczy Hamlet improwizował a ceną za pomyłkę była nie tylko śmierć ale i wiekuiste potępienie, utrata honoru i obraza pamięci ojca.
Hamlet był królewiczem, miał nadzieję sam zasiąść na tronie. W jego interesie było strzec nietykalności osoby króla. Ponadto Klaudiusz był najstarszym żyjącym krewnym, któremu z tej racji należał się szacunek. Wreszcie ożenił się z matką Hamleta – małżeństwo podyktowane względami politycznymi najwyraźniej ją uszczęśliwiało a wiele wskazuje na to, że stryj szczerze kochał szwagierkę. Sytuacja rodzinna dla samego bohatera była denerwująca, a jeszcze w grę wchodziły uczucia matki.
Wypełnienie żądań ducha nie prowadziło do niczego dobrego i to było jasne dla księcia od początku.
Pytanie, czy musiał to robić?
Duch mógł być urojeniem. Ale temu przeczyło świadectwo wartowników, którzy spotkali go pierwsi. Do roli strażników królewskiej siedziby rekrutowano zawsze doborowych żołnierzy – wywodzących się z dobrej szlachty, doświadczonych, sprawnych, obowiązkowych i zdyscyplinowanych. Żołnierze wszystkich kultur na trzeźwo są mało podatni na zwidy i fantazje.
Duch mógł być żartem. Ale kiedy Hamlet kazał żołnierzom przysięgać milczenie, poddał widmo próbie: kilkakrotnie przechodzili dalej. Duch wołał z pod ziemi w każdym miejscu, w jakim się zatrzymali. Żaden dowcipniś nie mógł tego zrobić.
Mógł być zjawą piekielną wodzącą na pokuszenie. Nas dzisiaj śmieszy taka ewentualność, jednakże w czasach Szekspira była prawdą obowiązującą, wręcz gwarantowaną dekretami królewskimi. Za negowanie istnienia mocy piekielnych można było iść na stos z rozporządzenia Henryka VIII, sam Jakub I, protektor Szekspira, napisał traktat o demonologii. Wówczas trzeba było być wariatem, by nie wierzyć w diabelskie sidła.
Aby postąpić właściwie, trzeba było poddać sprawdzianowi rewelacje ducha. Warto pamiętać, że dawne prawo kryminalne bardzo surowo karało skrytobójstwo, a zwłaszcza trucicielstwo. Zwykły zabójca kładł głowę pod topór, na trucicieli czekał stos. Klaudiusz – bratobójca popełnił czyn znacznie bardziej obrzydliwy dla publiczności Szekspira niż dla nas. Książę – gwarant sprawiedliwości – musiał ukarać zbrodnię. O ile faktycznie do niej doszło.

Czy książę naprawdę postradał zmysły?
Czasami pojawiają się wątpliwości, czy obłęd duńskiego królewicza jest udawany. Jest moment na jego drodze, gdy zastanawia się całkiem serio nad samobójstwem.
Ale z drugiej strony w wielu sytuacjach śmierć wydaje się niezłym wyjściem. Hamlet zabrnął bardzo daleko w swój spisek a wciąż nie uzyskał odpowiedzi na pytanie czy może dobrze reprezentować królestwo ktoś, kto buntuje się przeciw królowi uznanemu za prawowitego (Klaudiusz takim niewątpliwie był, pomimo popełnionego morderstwa – jego nieprawości dopiero należało dowieść). Posłuszeństwo wobec pamięci ojca oznaczało, że zamorduje skrytobójczo najstarszego z bliskich krewnych, w dodatku ojczyma. Aby wymierzyć sprawiedliwość – musiał popełnić dość obrzydliwą moralnie zbrodnię, jak w takim razie miał stać na straży prawa w królestwie? i tak dalej, i tak dalej. Zaczął od prostego pozornie pytania: czy Klaudiusz popełnił zbrodnię? Ale w każdej odpowiedzi czaiły się dalsze pytania a każde z nich w gruncie rzeczy było nierozwiązywalne.
Dość łatwo odpowiedzieć na nie, jeśli dotyczą kogoś innego.
Gorzej, gdy dotyczą nas samych.
Jeszcze gorzej, gdy rozwiązania uderzają w emocje.
A jeśli z taką sytuacją należy sobie poradzić w warunkach ogromnej presji? Każdy fałszywy krok mógł doprowadzić Hamleta do śmierci, podobnie jak prawie każde zbyt otwarte i uczciwe posunięcie.
W tej sytuacji chęć, by umrzeć z własnego wyboru miała swoje uroki.
Samobójstwo rozwiązywałoby wiele z takich problemów, zatem racjonalne rozważenie tej ewentualności świadczy raczej o trzeźwej ocenie sytuacji niż chorobie psychicznej. A wreszcie – po co samobójstwo – szlachcic przecież może sprowokować pojedynek i dać się zabić. Któż to zdoła ocenić?
Gwałtowne wybuchy gniewu księcia są chwilami zbyt szczere, by być udawane, pozostałe postaci dramatu biorą je za napady szału furiata – ale człowiek w jego sytuacji ma prawo czuć gniew i wyładowywać go. A gniew silnego mężczyzny nawykłego do niebezpiecznych zabaw z białą bronią siłą rzeczy będzie bardziej niszczący niż, powiedzmy, zdenerwowanej na pijaka małżonki.
Kwestii zdrowia psychicznego Hamleta nie rozstrzygniemy w ten sposób.
Swoistym sprawdzianem dla książęcej oceny rzeczywistości jest Horacjo – człowiek zdrowy, prawy i niezaangażowany emocjonalnie w konflikt. Jego obserwacje świadczą, że książę ocenia wydarzenia trzeźwo, to jednak nie mówi nam nic o zdrowiu psychicznym.
Hamlet będąc szalony może oceniać rzeczywistość prawidłowo, może udawać jeden rodzaj szaleństwa będąc chory psychicznie w inny sposób, może też być zdrowy, za to na skraju wyczerpania. W udawanym przez niego szaleństwie była metoda ale i w samej metodzie postępowania tkwiło szaleństwo, które bardzo łatwo mogło go pochłonąć.
Trzeba przyznać, że odpowiedź na pytania o szaleństwo Hamleta to iście Hamletowski dylemat: trzeba zawsze pamiętać o obydwu możliwościach, gdyż w każdej chwili jedna albo druga może okazać się prawdziwsza, lecz nie do końca prawdziwa.
Gra Hamleta – między młotem a kowadłem
Dość trudno nam zrozumieć, dlaczego następca tronu biorący się do intryg ni stąd ni zowąd zaczyna udawać wariata.
Co mógł w ten sposób zyskać, prócz zamknięcia i wykluczenia z praw? A właściwie dlaczego nikt tego nie zrobił? Bo książęcy obłęd tworzył kłopotliwą sytuację na dworze. Mógł wszystkich zmusić do odsłonięcia.
Rodzina królewska jest wyjątkowa – zdarzające się w niej szaleństwo prowokuje poddanych do buntu, toteż trzeba je ukrywać ale ukrywając – przyznaje się, że jest coś do ukrycia. Najlepiej demonstracyjnie nie dostrzegać, póki można.
Czy wariat odpowiada za swoje czyny? A jeśli następca tronu wróci do zdrowia? Co zrobi z tymi, którzy chcieli go izolować? Wszyscy byli bardzo zakłopotani. Niewątpliwie prestiż Hamleta bardzo ucierpiał, jednakże w zamian zyskał tymczasową bezkarność i swobodę: zwykli szpiedzy obserwowali chorobę a nie spisek. Zakładał zapewne, ze zdoła rozstrzygnąć walkę zanim sytuacja dojrzeje do drastycznego rozwiązania problemu księcia-wariata. Liczył się z tym, że tak niezwykła sytuacja zaowocuje jakimiś działaniami, dlatego pojawiających się nagle w Elsynorze Rozenkranca i Guildesterna traktował od razu jak szpiegów nowego rodzaju.
Podczas przedstawienia pokazał nagle Klaudiuszowi jego własną zbrodnię i zyskał dowód winy. Ale przy tej okazji zdemaskował przed stryjem swój własny obłęd jako sztuczkę. A potem mimo doskonałej okazji nie zabił króla – dlaczego? Bo w charakterystyczny dla siebie sposób spojrzał na rzecz całą z innej perspektywy, mianowicie religijnej:
Klaudiusz dokonał w samotności spowiedzi przed Bogiem i doskonałego aktu skruchy. Śmierć w takiej chwili zastałaby go moralnie oczyszczonego z grzechu, gotowego do pokuty. Rzecz nie ma znaczenia dla ziemskiej sprawiedliwości ale król nie tylko takiej sprawiedliwości podlega. Faktycznie feudalny władca stoi ponad zwykłym osądem kryminalnym, jego obowiązki wymagają czasem wybierania między większym i mniejszym złem – o kwalifikacjach do bycia władcą sprawiedliwym decyduje umiejętność wybierania właściwie. Czy skrytobójcze zamordowanie człowieka szczerze żałującego swej jedynej zbrodni aby na pewno jest sprawiedliwe? Kto byłby wtedy niewinną ofiarą a kto zbrodniarzem godnym piekła? Hamlet cały czas balansował na granicy buntu przeciw najświętszym prawom królestwa i rodziny, według rozkazu ducha o niepewnym pochodzeniu, być może kusiciela. Wolał stracić okazję niż ryzykować zgubę własnej duszy, a ryzyko było wielkie – zdemaskował się przecież przed Klaudiuszem.
Od przedstawienia na dworze czas na działanie mijał bardzo szybko – na rozmowę z matką książę zabrał broń. W takiej sprawie szpiegiem powinien być sam król, ostatecznie rzecz całą należało utrzymać w tajemnicy nawet przed najbardziej zaufanymi dworzanami, aby nie dawać im zbyt wielkiej władzy. Znana skłonność Klaudiusza do załatwiania spraw po cichu stworzyłaby tu doskonałą okazję. Jednakże za kotarą krył się Poloniusz – i tu powstaje pytanie: czy człowiek, którego książę miał za głupca, nie próbował przypadkiem kontrolować rodziny królewskiej mieszając się tam, gdzie nie było miejsca na dworzan?
Po niefortunnym zabójstwie Hamleta wysłano do Anglii na śmierć. Uniknął jej przypadkiem. Wrócił samotny, dobrowolnie i zbyt szybko, by dać podstawy do ogłoszenia go buntownikiem. Jednakże wyrwanie się z dworu ze szpiegami za każdą zasłoną pozwoliło mu się na chwilę opamiętać: na cmentarzu rozmowa z grabarzem-wesołkiem i czaszka Yorika uświadamia mu, jak kruchą rzeczą jest życie. Popatrzył na siebie z innej perspektywy i pojawiły się nowe pytania, również bez dobrej odpowiedzi: Czy warto toczyć tak desperacką walkę? I właściwie o co? Jaka to różnica dla wszystkich ludzi: Hamlet czy Klaudiusz?
Posądzanie Hamleta o niezdecydowanie to pomyłka. Tak naprawdę był on człowiekiem bardzo energicznym, ale co i rusz znajdował się w sytuacji, w której musiał rozwiązywać równania z samymi niewiadomymi, a wynik był kolejną zagadką.
Wystarczyło pojawienie się Laertesa z teatralną rozpaczą na grobie Ofelii, by Hamlet wrócił do normalnego stanu: zareagował złośliwą i przewrotną parodią rozpaczy.
Możliwe, że rozładował w ten sposób zaskoczenie śmiercią dziewczyny, wcale przecież nie wiedział, co tak naprawdę ją spotkało i dlaczego, nie miał też jeszcze danych, by dostrzec swój własny udział w jej nieszczęściu. W każdym razie w tym momencie skupił się bardziej na skarceniu Laertesa niż własnej straconej (domniemanej przez nas?) miłości. Trzeba też przyznać, że w tym momencie zachował się wręcz głupio i niezręcznie. Drażnił publicznie człowieka, któremu zabił ojca, a siostrę wpędził w załamanie nerwowe, które doprowadziło ją do śmierci. Laertes od tej chwili MUSIAŁ się zemścić, inaczej poddawano by w wątpliwość jego szlachectwo. Pamiętajmy, że dopiero co podniósł bunt. Nie należało go lekceważyć. Żadna próba pojednania tak naprawdę nie wchodziła w rachubę.
Czy tak zachowuje się człowiek trzeźwo oceniający sytuację? Nie. Ale Hamlet oglądający wydarzenia co chwilę z innej perspektywy, mógł się po prostu zagubić. A wreszcie mógł też mieć dość swej własnej gry – chwilę przedtem rozważał własną śmierć. Laertes byłby usprawiedliwiony sięgając po broń w takiej chwili a władał nią sprawnie. A może Hamlet wówczas działał całkiem świadomie oceniając sytuację z szerokiej perspektywy? Pamiętajmy, że samobójstwo jest grzechem – może książę spróbował eksperymentalnie ustalić: „być albo nie być”. Gdyby wtedy zginął z ręki Laertesa, znaczyłoby, że takie miał przeznaczenie. Nie musiałby doprowadzać do końca gry, co do której sensu nie był przekonany.
Skąd wiemy, że Hamlet kochał Ofelię?
Miłość Hamleta i Ofelii to jedna z bardziej intrygujących zagadek dramatu. Czy książę bawił się dziewczyną? A jeśli ją kochał naprawdę – dlaczego był dla niej tak okropny?
Co do samej Ofelii raczej trudno mieć wątpliwości. Przeżyła boleśnie zerwanie a uczucie do Hamleta w końcu ją zniszczyło.
A książę?
Wiemy, że pisał piękne listy. Rozmawiał z nią i pewnie ją wzruszał. Sprawiał drobne przyjemności, co znaczyło bardzo wiele dla młodziutkiej dziewczyny zagubionej na nieżyczliwym dworze wśród rozplotkowanych dam. Ale to wszystko nie wykraczało poza zwykły flirt będący jedną z gier towarzyskich na dworach, zaś piękne przemawianie i pisanie listów miłosnych to elementy podstawowego wykształcenia renesansowego szlachcica. W dodatku chyba dość szybko o niej zapomniał w natłoku wydarzeń.
Czy żywił do niej jakieś uczucia?
Jakich uczuć możemy się spodziewać po Hamlecie?
To dojrzały mężczyzna. Prowadzący chcąc – nie chcąc cichą walkę o królewski tron. Zapalony szermierz, mistrz trudnej pary broni: rapiera i lewaka. Patrząc na współczesnych olimpijczyków perfekcyjnie władających szpadą zapominamy, że kilkaset lat temu tej sztuki nauczano tylko po to, by ułatwić sprawne zabicie człowieka. Różnica jest ogromna ale tkwiąca głównie w psychice. W sypialni Gertrudy książę zabił Poloniusza bez mrugnięcia oka. Nie jego jednego pozbawił życia w czasie opowieści – ani razu nie miał z tego powodu wyrzutów sumienia. Co zresztą nie zmienia faktu, że tak w ogóle był uroczy, te dwie cechy nie wykluczają się nawzajem.
Jak taki człowiek traktuje miłość? Czy może ni stąd ni zowąd załamać się z miłości?
W taki rozwój wypadków uwierzył tylko zapatrzony w córkę Poloniusz, skądinąd niemal symboliczny stary dureń w dramacie. Inni bohaterowie przyjęli tę wersję dla wygody, Klaudiusz od razu uznał obłęd za podstęp.
Wielki występ w roli szaleńca Hamlet zaczął od Ofelii – dziewczyna przerażona jego stanem pobiegła do ojca, co było łatwe do przewidzenia. Hamlet po prostu się nią posłużył. Później dotkliwie ją wydrwił, demonstracyjnie bawił się jej kosztem podczas przedstawienia teatralnego. Wprawdzie szukał wtedy jej fizycznej bliskości, maskując to zwykłymi już, nieprzyjemnymi kpinami – ale tamta sytuacja była dość neutralna, pozwalająca na różne odczytania, zwłaszcza, że Hamlet miał już ugruntowaną opinię wariata. Mógł się wówczas zbliżyć do niej bezpiecznie – nawet publiczność sztuki nie wie, co o tym myśleć.
Jego szaleństwo na cmentarzu ma wszelkie cechy popisu, pogrzebowego cyrku rywalizującego w sztuczności z demonstracyjną rozpaczą Laertesa. Złożone wtedy publiczne wyznanie: „kochałem Ofelię” w kontekście udawanej rozpaczy trudno bać poważnie po fałszywych deklaracjach Gertrudy i popisach brata zmarłej. Nawet, jeśli było szczere, to wchodziło po prostu w zakres zachowań pogrzebowych, niekoniecznie w dobrym guście.
Był bardzo okrutny. Dlaczego?
Na dworze obserwowano go nieustannie. W sztuce widzimy co prawda tylko sceny z Klaudiuszem i Poloniuszem – ale dostojni państwo zawsze mieli pod bokiem służbę, która ubierała, otwierała okna, sprzątała, podawała potrzebne rzeczy, czuwała nad bezpiecznym snem albo po prostu nie odstępowała pana na krok, na wypadek gdyby czegoś chciał. Hamlet prędzej zgubiłby swój cień niż pokojowych. To dlatego tak ważną osobą był zaufany sługa. W Elsynorze miał zapewne wyłącznie służących przydzielonych przez ludzi Klaudiusza. Wiedział, że każde słowo, jakie wypowie, może trafić do króla, przeredagowane przez dworaków pragnących kariery.
Wiedzieli to też widzowie Szekspira, ostatecznie wszystkie plotki o królewskim dworze czerpali właśnie z takiego źródła.
Flirtowanie z Ofelią nie było niczym godnym uwagi szpiega – uczucie do niej, owszem tak. Pozwalało władcom wykorzystać Ofelię, tak, jak Rozenkranca i Guildesterna, których na królewski dwór ściągnięto skądś – z domu na wsi? – dając szansę na karierę. Ani dwaj szkolni koledzy ani córka Poloniusza nie mogli odmówić królom, odmowa oznaczała szafot lub loch, w najlepszym wypadku dożywotnie wykluczenie z jedynego kręgu towarzyskiego, w jakim umieli żyć: szlachty służącej królowi. Kto chce ryzykować śmierć cywilną za nic?
Hamlet nie był głupi: aby pamiętać, że jest pilnowany – nie musiał wiedzieć, gdzie się schowali podsłuchiwacze spotkania z Ofelią. Ona sama na żądanie króla musiałaby dokładnie opowiedzieć o wszystkim.
Jego brutalne słowa, ranienie zakochanej córki dostojnika miały natychmiastowy skutek: Klaudiusz widział, że jej nie wykorzysta, Poloniusz wolał trzymać dziewczynę z dala od księcia i chronić przed powtórką, aby nie dręczyć jej bez potrzeby. Powtarzane co jakiś czas kpiny z problemów i trosk ojcowskich umacniały ten efekt.
Demonstracyjnie złe traktowanie panny, z którą się flirtowało ma wszelkie cechy złożonej dworskiej strategii: królewicz skutecznie udowadniał swój obłęd wrogom a przy tym chronił Ofelię przed rolą Rozenkranca i Guildesterna, szkolnych kolegów bez żalu wysłanych na śmierć.
Właściwie to jedyna poszlaka wskazująca, że księciu na niej zależało.
Hamlet próbował chronić Ofelię.
Czy była to już miłość?
Ale czym właściwie jest miłość i po czym ją poznać?
Czy to jest uczucie, które łączy oszukanego księcia i bezradną, zagubioną, dorastającą dwórkę? Samotność na dworze popchnęła oboje do flirtu, który przez to być może stał się nieco bardziej intymny, niż pozwalały reguły gry. Na tyle, by słabsza osoba przypłaciła go załamaniem. Za mało, by Hamlet pamiętał o niej zajęty swymi intrygami.
Gdyby nie rozwój wydarzeń – mieliby szansę na piękne uczucie. Tylko szansę.
Natura obłędu u Szekspira?
Bohaterowie szekspirowscy dość często popadają w stan zwany obłędem. Zanim przyjrzymy się poszczególnym wypadkom – warto najpierw zdefiniować samo zjawisko dla lepszego zrozumienia. Czy z medycznego punktu widzenia ten „obłęd” to choroba psychiczna? Żaden z obłąkanych bohaterów „Hamleta” nie ma urojeń – książę naprawdę spotyka ducha, na co może przedstawić świadków – żołnierzy i Horacja. Nie mają również natręctw i innych typowych symptomów. To ważny znak.
Zarówno Szekspir jak i jego publiczność znali z obserwacji zachowania rozmaitych wariatów, aczkolwiek nie zdawali sobie sprawy z medycznej natury zjawiska. Oglądanie obłąkanych w szpitalach elżbietańskiego Londynu było jedną z popularnych płatnych rozrywek. Warto przywołać tu doskonale opisany obłęd Lady Macbeth – ona ma zaawansowaną nerwicę natręctw, depresję i rozpad osobowości – całkowicie wycofała się w świat swoich własnych problemów, zrywając kontakt z otoczeniem, a jej stan opisany jest tak precyzyjnie, jak tylko może to zrobić laik. Obłęd Ofelii czy udawany-domniemany przez widza obłęd Hamleta mają inną, łagodniejszą naturę i to nie jest przypadek, również rozpaczliwe szaleństwo króla Leara świadczy o pewnej wiedzy pozwalającej rozróżniać rodzaje „obłędu”.
Do oskarżenia o „obłęd” w ich wypadku wystarczyło zachowanie odbiegające od normy dworskiej. I widz i postaci dramatu widzą, że między szaleństwem a normalnością jest cienka granica.
Ofelia – ofiara flirtu i presji
Współczesnemu czytelnikowi Ofelia wydaje się postacią nieco dziwaczną. Zwariować o faceta? Absurd!
Otóż nie. Ofelia nie była chłopską córką, która pracowała w licznym koedukacyjnym gronie rówieśników a o zachowanie wianka dbała sama, bo rodzina nie miała jak jej upilnować. Nie była też współczesną nam samodzielną kobietą decydującą o własnym życiu osobistym. Była szlachetnie urodzoną panną, której przeznaczenie polegało na podnoszeniu prestiżu rodziny. Jej nieposzlakowana opinia była zbyt cenna, by sama o nią dbała, toteż stale ją napominano i pilnowano, każdy starszy od niej pouczał ją przy każdej okazji – panna musiała słuchać, milczeć i potakiwać.
Ile miała lat? Z pouczeń Laertesa można wywnioskować, że siostrzyczka stawiała na dworze pierwsze kroki, być może pogrzeb starego króla Hamleta na miesiąc przed akcją był jej debiutem w życiu publicznym – brak na ten temat informacji w dramacie ale wszelkie uroczystości zwykle wykorzystywano do wprowadzania młodych panien w towarzystwo. W czasach Szekspira uważano, że 15-16 lat to wiek dobry do małżeństwa, zatem Ofelia musiała być nieco młodsza, aby pomiędzy debiutem a małżeństwem znalazł się czas na układy pomiędzy rodzinami.
Czy z tych informacji wynika coś ważnego dla zrozumienia postaci Ofelii? Coś, co możemy przegapić, gdyż realia naszego życia są inne niż szekspirowskiej publiczności?
Zadaniem dworskiego debiutu było przede wszystkim zaprezentowanie walorów młodego człowieka zaczynającego życie publiczne.
Młody mężczyzna miał postawić pierwsze kroki w służbie publicznej, zdobyć urząd lub stopień wojskowy – bo takie było przeznaczenie szlachty.
Młoda kobieta miała zostać wydana za mąż. Nie: „zdobyć męża”. To należało do jej rodziców, jej rola była całkowicie bierna. Do zamążpójścia była niesamodzielna.
Wnosiła mężowi posag, koligacje rodzinne, wpływy rodziców i ich prestiż, a jako dodatek do tego wszystkiego – siebie: gwarancję współpracy rodziny, reprezentacyjny wygląd i szansę na zdrowe dzieci. Niewiele więcej się liczyło. Zaczynała coś znaczyć dopiero, gdy została żoną wpływowej osoby, matką jego dzieci. Pokrzykujący pan demonstracyjnie okazujący absolutną władzę nad żoną tak naprawdę siedział u niej pod pantoflem a w każdym razie nie mieszał się w rządzenie domem. To kobieta miała klucze od wszystkich istotnych szkatuł i drzwi w domu – publiczny prestiż ojca rodziny zależał jednak od tego, czy władza kobiet będzie niewidoczna. Dama musiała swą rolę pełnić cierpliwie, dyskretnie i skutecznie – znalezienie nastoletniej kandydatki na żonę, która poradzi sobie z przyszłymi obowiązkami, wymagało doświadczenia i zdolności przewidywania, więc też nie zostawiano tego uczuciom młodych.
A zatem debiut dworski piętnastoletniej Ofelii i jej przebywanie na dworze służyło prezentacji szlachetnej panny potencjalnym małżonkom. Odbywało się to na oczach ich matek ale przede wszystkim na oczach zazdrosnych matek innych, rywalizujących panien. Córka kanclerza Poloniusza stanowiła bardzo pożądaną partię – teść mógł wynieść wysoko jej męża wraz z całym rodem. Jej rodzina mogła wybierać w kandydatach – zabierając innym z przed nosa najlepszych, a i małżeństwo z następcą tronu nie było całkiem niemożliwe. Dla matek konkurujących z nią dwórek jedyną szansą było oczernienie lub ośmieszenie Ofelii jako osoby, tak, by nawet wpływy ojca jej nie pomogły. Startowała w atmosferze nieprzychylnej i bardzo stresującej, bez przerwy pod okiem stada nieżyczliwych kobiet, szukających najmniejszego pretekstu do plotek. W dramacie nie ma słowa o matce – a zatem Ofelia musiała sama stawiać im czoła, bo brat, jakkolwiek opiekuńczy, bawił się świetnie we Francji a ojciec, jakkolwiek opiekuńczy, nie umiałby zapewnić jej wsparcia w sprawach kobiecych.
Jako jedna z najlepszych partii w królestwie córka kanclerza Poloniusza podlegała niezliczonym rygorom i wielkiej presji, była wciąż pouczana i napominana, nawet przez najbliższych.
Niewinny flirt z uroczym i mądrym księciem Hamletem był prawdopodobnie najjaśniejszym elementem jej krótkiego dworskiego życia, zwłaszcza, że dwór w miesiąc po śmierci starego króla zachowywał dość dziwaczną żałobę, a rozmaite koterie toczyły ukrytą ale bezwzględną walkę o wpływy.
Dość nagle i ojciec i brat uświadomili jej, że flirt z księciem niesie duże ryzyko a Hamlet może ją kłamać.
Następnie Hamlet zaczął zdradzać oznaki szaleństwa – nagłe wybuchy gniewu połączone z dotkliwą agresją słowną. Ofelię wciągnięto w jakąś niejasną dla niej dworską grę, w wyniku której wrażliwy i czuły książę, który zapewniał jej przynajmniej trochę emocjonalnego poczucia bezpieczeństwa, dotkliwie ją obraził i przepędził.
Wkrótce potem w napadzie szału zamordował jej ojca – a wszyscy dworzanie wiedzieli, że księciu odbiło na tle kanclerskiej córki. Dla elżbietańskich widzów od razu było jasne, jakie plotki spadły na piętnastoletnią, delikatną i słabą dziewczynę.
Ofelia doznała załamania nerwowego. Publiczność Szekspira, obyta z widokiem wariatów, histeryków i upośledzonych zdawała sobie sprawę, że bliska osoba w otoczeniu mogła ją jakoś z tego stanu wydobyć. Ale na dworze nikt się o nią nie troszczył – stała się nagle kłopotem i wstydem dla królewskiej rodziny, z potencjalnej kochanki czy małżonki księcia stoczyła się do roli problemu, z którym nie wiadomo co zrobić. Nie zapewniono jej opieki ani nawet zwykłej straży, zostawiono ją samą sobie, licząc na to, że jakoś się to samo załatwi.
Przypadkowe utonięcie niepilnowanej chorej dziewczyny było na rękę wszystkim w Elsynorze. Z wody mógł ją wyciągnąć każdy, kto byłby blisko – to, że utonęła świadczy o odsunięciu od niej nawet służby. Potraktowano ją jak samobójczynię z przywilejami, licząc na to, że rodzina będzie milczeć, obciążona plotkami gminu. Próbkę tych plotek dali grabarze.
Nad jej grobem królowa wygłosiła przemówienie – teraz mogła opowiadać o swym przywiązaniu do zmarłej, i planach wydania jej za Hamleta, bo słowa już nie zobowiązywały do niczego.
Laertes swym pogrzebowym występem być może próbował zatuszować fakt, że bawił się za granicą, gdy siostra potrzebowała go w Elsynorze. A może po prostu był taki histeryczny? Lub prowadził jakąś grę?
Hamlet odpowiedział podobnym popisem – dlaczego? o tym w innym miejscu, bo to dość złożona sprawa.
Tak czy siak Ofelia w dramacie była ofiarą budzącą najwięcej współczucia, niewinną, bezbronną i całkowicie opuszczoną przez wszystkich. Aby ją uratować wystarczyłaby jedna osoba. Ale na elsynorskim dworze nawet tyle się nie znalazło, niczym w Sodomie.
Gertruda – przypadek czy samobójstwo? Kazirodztwo, walka o syna, trzy miłości kobiety
Bogate i niejednoznaczne osobowości są najwspanialszą częścią „Hamleta”. Wśród nich więcej miejsca zajmują mężczyźni, co czasem wykorzystuje się jako dowód na homoseksualizm czy przynajmniej mizoginizm Szekspira. Jednakże obyczajowa prawda wyglądała tak, że w dawnych czasach mężczyzna zajmował się tym, co publiczne, kobieta troszczyła się o prywatną strefę życia. Opowieść o życiu publicznym jest opowieścią o mężach stanu, nie o „żonach stanu”. Niewiele z kobiecej domeny widziano na zewnątrz, nie ma w tym mizoginizmu.
Czego możemy domyślać się na temat Gertrudy?
Matka trzydziestoletniego księcia mogła najwyżej zbliżać się dopiero do pięćdziesiątki. Robiąc wyrzuty o zdradzenie pamięci ojca Hamlet oskarża ją o nadmiar namiętności wobec nowego męża. A zatem z zapałem oddawała się zmysłowym przyjemnościom. Musiała być atrakcyjną kobietą, w przeciwnym wypadku traktowano by ją jako starą królową nie biorąc pod uwagę ponownego ślubu. Klaudiusz, który nie raz zaprezentował się jako wytrawny gracz, umiałby się wywinąć od wątpliwego prawnie i moralnie małżeństwa ze szwagierką, gdyby jej nie pożądał, a gdyby nawet został zmuszony do małżeństwa – znalazł by sobie kochankę. Tymczasem jest jej wierny i nie raz pokazuje, ile znaczą dla niego uczucia żony. Być może zrealizował swoje dawne marzenie?
Jest jeszcze coś, co charakteryzuje Gertrudę najlepiej: silne uczucia, którymi darzy i syna i obydwu swoich mężów.
Gdy Hamlet rzuca jej w twarz oskarżenia – jest przerażona. Nic dziwnego, syn zabija na jej oczach człowieka, pokazuje gwałtowną i brutalną stronę charakteru, jakiej najwyraźniej nie podejrzewała. Ale też uświadomiła sobie, ze faktycznie zdradza pierwszego męża – obrażając jego pamięć. Gdyby chociaż jeden z tych trzech mężczyzn pozostawał jej obojętny – nie miałaby powodów do zmartwienia.
Mogła nie uwierzyć w oskarżenia pod adresem Klaudiusza – ale musiała zrozumieć, że syn go nienawidzi i będzie gwałtownie parł do śmiertelnej konfrontacji, w której Klaudiusz ma przewagę. Jasne było też, że Hamlet nie boi się przeważających sił śmiertelnego wroga.
Gertruda nie mieszała się do polityki. Starała się raczej łagodzić narastający konflikt w swej rodzinie – to przez nią Klaudiusz ukrywał swoje zamiary. Jednakże od słownego starcia z synem czekała na wybuch mogący nastąpić w każdej chwili.
Pozornie wszystko było w porządku – król jawnie wychwalał zręczność bratanka, postawił na niego w turnieju. Potem miał wznieść bardzo uroczysty toast ku czci. Czy aby na pewno wrzucał tam perłę? Gertruda znała swoich bliskich. Nie chciała ani krzywdzić ich podejrzeniami ani dopuścić, by podejrzenia przeszły w rzeczywistość.
Wiedziała też, że tych dwóch nie da się zatrzymać słowami. Próbując przemawiać do nich nie osiągnęłaby niczego – tyle, że dla jednego lub drugiego stałaby się wrogiem. Wypiła wino przeznaczone dla syna dokładnie wiedząc, jakie ryzyko podejmuje. Gdyby nie było zatrute – no cóż, fałszywe podejrzenia! Ale mogła też uratować syna przed zdradą, dać mu równe szanse w walce albo poprzez własną śmierć skłonić swych najbliższych do opamiętania. Jej ofiara nie szła na darmo. Gdyby Laertes nie zatruł broni – uratowałaby przynajmniej syna. Nie chciała wystąpić przeciw żadnemu z nich, próbowała uratować obydwu.
Determinacja, odwaga i twardy charakter królowej stawiają ją w jednym szeregu z innymi wojownikami z jej rodziny.
Pozwalają zrozumieć, dlaczego Klaudiusz chciał mieć taką żonę, zamiast panienki rokującej nadzieję na potomka. Być może pragnął jej od lat i dlatego pozostawał kawalerem. Zaś z politycznego punktu widzenia – taka osobowość pozostawiona w charakterze królowej-wdowy tworzyłaby własne stronnictwo na dworze. Jako żona wzmacniała pozycję nowego króla.
Czy Klaudiusz był potworem?
Powiedzieliśmy sobie wyżej, jak Klaudiusz przejął władzę: dzięki gotowości do działania.
Odsunięty od władzy przez starszego brata Klaudiusz był wciąż na miejscu, gotowy do podjęcia służby królestwu, mimo że nikt od niego tego nie oczekiwał. Czekając na swoją szansę okazał się równie inteligentny i zręczny jak jego starszy brat i bratanek:
• z pozycji ewentualnego-być-może-regenta stał się królem, nie naruszając kolejności następstwa tronu (bo Hamlet przecież był młodszy i teoretycznie miał dziedziczyć tron w nie dającej się przewidzieć przyszłości),
• z zagrożenia dynastycznego (historia XVI wieku dawała Szekspirowi i jego publiczności przykłady wojen domowych i krwawych problemów z bocznymi liniami rodzin królewskich) stał się patronem kraju i dynastii, chronionym przez wszystkie możliwe prawa i zwyczaje
• odegrał się na starszym bracie, w cieniu którego spędził całe życie. Teraz młody Hamlet miał istnieć w cieniu Klaudiusza. Braterska nienawiść nie jest wcale rzadkim zjawiskiem– tak nas, jak i widzów Szekspira pouczał o tym przykład Kaina i Abla. Braterska nienawiść nie jest wcale rzadkim zjawiskiem– tak nas, jak i widzów Szekspira pouczał o tym przykład Kaina i Abla.
Zdolność zawierania sojuszów, przerabiania buntowników na stronników, umiejętność narzucania własnych reguł gry – wystawia dobre świadectwo jego inteligencji. Zapewne nie był tak imponującym mężczyzną, jak jego starszy brat, ale pamiętajmy, że wściekły i sfrustrowany Hamlet nie sądził go obiektywnie. Gertruda w każdym razie nie wątpiła w jego atrakcyjność jako mężczyzny.
Umie też wyeliminować przeciwnika bez jawnych konfliktów w królestwie – bratanek tylko przypadkiem uniknął śmierci za pierwszym razem, a gdyby nie zaskakująca interwencja Gertrudy, Klaudiusz pozostałby przy władzy po śmierci Hamleta-pretendenta.
Wbrew pozorom nieobyczajny dwór również wyświadcza mu dobre świadectwo jako królowi – ostatecznie gromadzi i zatrzymuje na nim wszystkich ludzi, których powinien kontrolować: od buntowniczego bratanka do bogatego, głupiego, łatwego do sterowania Ozryka, który mógłby być zapleczem finansowym dla wojny domowej, gdyby młody Hamlet wpadł na ten pomysł.
Zabójstwo brata jest tak naprawdę jedyną plamą na tej postaci. Całą resztę działań łatwo wytłumaczyć troską o utrzymanie pokoju w państwie, nad którym od czasów starego Hamleta wisi wojna z Norwegami.
Zbrodnia zresztą bezustannie mu ciąży – gdyby był złym człowiekiem i łajdakiem, sumienie nie sprawiłoby mu żadnych kłopotów.
Można oczywiście skarżyć go o inny grzech – obojętność wobec Ofelii. Ale tę winę dzieli wraz ze wszystkimi, także z jej bratem i ojcem, którzy w pierwszym rzędzie powinni ją chronić.
Wielkość Szekspira polega między innymi na tym, że opowiadanych przez niego konfliktów nie da się sprowadzić do prostego schematu bajki o dobrym i złym królu.
Poloniusz – kanclerz, głupiec, intrygant – sprzeczne funkcje w cudownej symbiozie
Wydawać by się mogło, że wśród szekspirowskich błaznów Poloniusz jest, jeśli nie królem, to w każdym razie regentem błazeństwa.
W każdej rozmowie z Hamletem wychodzi na durnia.
Jego wypowiedzi o sztuce kompromitują jego wykształcenie.
Każdą wypowiedź opakowuje w wytworny kształt oficjalnego wystąpienia, niemal aktu prawnego, nawet wówczas, gdy nie ma takiej potrzeby. Można wątpić, czy zawsze używa przy tym mózgu, nie da się jednak ukryć: to nawyk nabyty podczas wielu lat służby dyplomatycznej i gier pałacowych – w tej dziedzinie Poloniusz jest mistrzem.
Szpieguje wszystkich – nawet własnego syna, co w oczach wielu kompromituje go jako ojca i znaczy niezmywalnym piętnem intryganta. To również nawyk wielu lat.
Klaudiusz odziedziczył po starym Hamlecie tego głupca i bynajmniej nie próbował wymienić, przeciwnie: ufał mu.
Jakim cudem ten człowiek pełnił funkcję kanclerza przez tyle lat?
Chyba właśnie takim: kanclerz nigdy nie zawiódł władców. A sprawy kultury po prostu do niego nie należały, więc od czasu młodości nie zajmował się nimi.
Aby zrozumieć kanclerza trzeba sięgnąć do… polskich śladów w twórczości Szekspira. Postać Poloniusza powstała jako swoista reakcja na głośne wówczas dzieło Wawrzyńca Goślickiego De Optimo Senatore. Zaproponowany przez polskiego dyplomatę wzorzec państwa i strzegącego go męża stanu szeroko dyskutowano. Wydanie angielskie narobiło sporo zamieszania: nakład skonfiskowano, co nie znaczyło, że przestano o nim mówić.
Zdaje się, że Szekspir zabrał głos w dyskusji w charakterystyczny dla siebie sposób: Poloniusz to przewrotne spełnienie postulatów Goślickiego co do litery, lecz nie co do ducha. Trochę tak, jakby chciał pokazać, co będzie, jeśli senatorem zostanie karierowicz i głupiec… jeśli koniecznie chcemy uznać Poloniusza za głupca.
Ale szekspirowscy bohaterowie nigdy nie są tak łatwi do zrozumienia, zatem i stosunek Szekspira do przemyśleń Goślickiego wymyka się prostej ocenie.
Poloniusz co chwilę pokazuje inną twarz. Lawirowanie pomiędzy możnymi jest jego wielkim talentem.
W rozmowie z parą królewską powołał się na to, że nigdy nie mylił się w ocenie rzeczywistości a oni uznali wagę argumentu. Tak musiało być przez lata, skoro przywykli mu ufać. Realizował swoje zadania skutecznie. Intrygi? Możni zajęci intrygami dworskimi nie myślą o spiskach przeciw władcy. Szpiegowanie? W atmosferze wzajemnej nieufności nie powstanie zjednoczona opozycja. Dwór kierowany przez Poloniusza skutecznie trzymał w ryzach ludzi zdolnych do buntu, zaś kanclerz był bezwzględnie lojalny wobec panującego króla.
Ciekawostka: Ofelia również ufa ojcu. Jest posłuszna, bo ojciec zapewnia jej poczucie bezpieczeństwa. To zresztą sprawiło, że jego śmierć tak nią wstrząsnęła: męczący stary nudziarz nie miałby dla dzieci wielkiej wartości. Tymczasem z jego stratą świat Ofelii się zawalił a Laertes żądny zemsty za ojca wszczyna bunt, który łatwo mógł zaprowadzić go na szafot. Widzowie teatru „Globe” pamiętali doskonale podobną sytuację: hrabia Essex, Robert Devereux, który zawiódł podczas wojny w Irlandii, podniósł bunt przeciw królowej i zaatakował pałac. Essex został ścięty – Laertes mógł się spodziewać tego samego a jednak pamięć Poloniusza najwyraźniej warta była ryzyka.
Czy to złe świadectwo dla Poloniusza jako człowieka? W pewnym sensie lojalność zdaje się być najważniejszą z pozytywnych cech tej postaci – być może zresztą jest najważniejszą z cnót obywatela.
Stary dworak wciąż podkłada się do drwin Hamletowi. To swoiste starcie – Poloniusz chce znaleźć odpowiedź na swe własne pytanie: jaka jest natura szaleństwa księcia? Trzeba przyznać, że trafia swój na swego: jeden doskonale udaje głupca, drugi równie dobrze – wariata. Pomiędzy tymi dwoma trwa pojedynek na podstępy: z głupia frant i niby wariat próbują nawzajem odczytać swe rzeczywiste plany.
Gertruda uważa, że jej syn popadł w depresję na tle ostatnich wydarzeń politycznych: śmierci ojca, koronacji stryja, małżeństwa matki. Klaudiusz cały czas podejrzewa motyw polityczny. Stary kanclerz jednak odwraca ich uwagę w kierunki wątku miłosnego, dość nieprawdopodobnego wobec wieku i niezależnej osobowości księcia – Hamlet to nie zakochany do szaleństwa dzieciak. Czy wytrawny intrygant źle ocenił sytuację? Stracił instynkt? A może zwęszył okazję, by ze swej córki zrobić żonę następcy tronu?
Zdaje się, że rozegrał swą własną batalię o władzę i prestiż rodu. Jednak zaraz się z niej wycofał wobec brutalnego zachowania Hamleta – nie chciał ranić Ofelii. Ten krętacz i lawirant nigdy nie przekraczał pewnych granic – jak to o nim świadczy?
Dlaczego Poloniusz nie zdobywa sympatii widzów?
Hamlet mówi: „handlujesz żywym towarem” po czym poprawia się nazywając kanclerza handlarzem ryb. To jeden z paradoksów duńskiego księcia: stary polityk pływający od lat między dworskimi koteriami wciąż sprzedaje tych, którzy dadzą się złowić a parę królewską wykorzystuje jako narzędzia w tym rybołówstwie.
W istocie Poloniusz podsuwa władcom gotowe wyjaśnienia i recepty, które oni przyjmują za własne. Faktycznie steruje parą królewską i nie tylko. A robi to w sposób tak dyskretny, że wszyscy łącznie z widzami uważają go za głupca – dzięki czemu nikt nie zamierza zagrozić jego pozycji.
I on i królewicz poszukują prawdy, jednakże drastycznie różnią się w metodach. Hamlet szuka prawdy o wydarzeniach aby postąpić właściwie. Ma na względzie szeroko pojmowane poczucie sprawiedliwości, chce aby jego działania opierały się o właśnie o nią. Wobec trudności na tej drodze staje się niemal fanatykiem prawdy – przestaje przejmować się ludźmi, których zniszczy po drodze.
Poloniusz szuka czegoś, co inni uznają za prawdę, aby działać skutecznie. Gdy może skrzywdzić swoich bliskich – zmienia kierunek. Szukając prawdy zadowala się prawdopodobieństwem, bo nie jest idealistą, lecz zatracił się w praktyce.
Konflikt pomiędzy nimi wynika z wzajemnej nienawiści fanatyków i zwolenników kompromisu, zaś sympatia widzów nie opiera się na rzetelnej ocenie bohaterów, lecz na ulotnych i niepewnych emocjach – dokładnie tak, jak zaplanował autor.
Horacjo
Ilu bohaterów – tyle prawd i metod dojścia do niej. Głównie dlatego, że każdy uwikłał się jakoś w grę interesów, każdy należy do jakiegoś stronnictwa. Elsynor przypomina nieco sąd, w którym ścierają się oskarżyciele i obrońcy, prokuratorzy i adwokaci – każdy skłonny jest forsować swe zdanie za wszelką cenę, bo sędzia jeszcze milczy. W tej sytuacji potrzeba człowieka powołanego do poświadczenia prawdy: biegłego lub notariusza.
Horacjo pełni tę funkcję. To niezwykła postać. Tkwi na dworze, lecz nie pełni urzędu, który wiązałby go z królem. Jest pierwszym, do którego zwracają się żołnierze po spotkaniu z duchem. To jego Hamlet prosi o weryfikację swych obserwacji. Najwyraźniej słynie jako wcielenie zdrowego rozsądku i rozumu a jednak para królewska w ogóle go nie dostrzega, mimo, że wykopała skądś Rozenkranca i Guildesterna, pochodzących z dobrej szlachty, godnej wychowywania się razem z następcą tronu. Może Horacjo nie jest szlachcicem? Nie wiemy nic o jego społecznej przynależności, jakby był człowiekiem znikąd, niedawno przybyłym na dwór – rzecz tym bardziej zagadkowa, że dwory królewskie nie stoją otworem dla ludzi znikąd.
Wiemy natomiast, że powszechny szacunek zawdzięcza wykształceniu. Uczony mąż, partner do rozmowy dla następcy tronu i tak pominięty? Dlaczego? Byłoby to jasne, gdyby był duchownym, ale brak wzmianki na ten temat, mimo, że faktycznie pełni rolę prawie spowiednika wobec Hamleta. Dla umierającego księcia jest również jasne, że Horacjo zostanie wysłuchany przez wszystkich. Być może częściowo na te pytania odpowiada charakter Horacja: podobnie jak Hamlet fanatycznie służy prawdzie, jest więc nieużyteczny jako narzędzie intryg. W odróżnieniu od księcia, nie uwikłał się w żadną z nich.
Laertes
Można się zastanawiać, czy Laertes jest udanym synem swego ojca. Działa histerycznie, jego bunt mógł doprowadzić go do śmierci, żadnej funkcji na dworze nie pełni a powinien. Przebywa na stałe we Francji, gdzie zajmuje się głównie… zabawą w gronie rówieśników. Zamierza zabić następcę tronu w aranżowanym „wypadku” – czy nie zdaje sobie sprawy, że narzędzia takiego spisku się usuwa? A jego wystąpienie na cmentarzu? Zwrócił na siebie powszechną uwagę a nie było to wystąpienie w dobrym stylu.
Jednakże „w tym szaleństwie jest metoda”. Po pogrzebie plotkowano zapewne o nim zamiast dociekać, kto doprowadził Ofelię do śmierci. Pogłoski szkodzące władcom nie powstały a para królewska zdolna była to docenić.
Francuskie zabawy zapewne dały mu popularność i kontakty za granicą. Brak oficjalnego urzędu sprawiał, że Laertesa przyjmowano bez obaw. To dobry wstęp dla przyszłej służby dyplomatycznej.
Bunt? Ależ nasz buntownik zakończył go na pierwsze słowo króla – to była pusta demonstracja: pokaz posłuszeństwa i zdolności organizatorskich (bo był śledzony, Klaudiusz wiedział o przygotowaniach a jednak wystąpienie zaskoczyło wszystkich docierając do środka strzeżonego pałacu).
A sam pojedynek? Ten, kto zetknął się bliżej ze sztukami walki, wie, że o wyniku decydują: refleks, umiejętna ocena ryzyka, inteligencja, wytrwały trening i odwaga.
Dobry szermierz nie jest osiłkiem do prostych zadań. To dlatego w dawnych wiekach przykładano tak wielką wagę do wychowania szlachty poprzez sztuki walki i naukę. Obie te dziedziny uzupełniały się doskonale, dlatego popisy szermiercze wciąż odbywały się na dworach. Zwycięstwo w turnieju stanowiło autentyczny tytuł do szacunku, poważniejszego niż ten, który dziś otacza wybitnych sportowców.
Warto też pamiętać, że dawna szermierka, orientowana na śmierć przeciwnika, była znacznie bardziej agresywna i brutalna niż zgodzilibyśmy się przyjąć na początku XXI wieku. Nawet z użyciem stępionej broni ryzyko było bardzo duże a rany i skaleczenia stanowiły jeden z podstawowych sposobów liczenia punktów. Henryk VIII odniósł w młodości poważną ranę w turnieju, niejeden portretowany król czy magnat ma widoczne blizny po kopii czy mieczu. Pchnięcie tępym rapierem nawet poprzez ochronną kurtkę było bolesne i niebezpieczne, gdyż klinga nie uginała się. Skoro podczas turniejowej gonitwy na kopie zginął król Francji Henryk II, czy śmierć Hamleta była aż tak bardzo niemożliwa?
Laertes i Hamlet uwielbiali ten sport. Uchodzili za mistrzów. Czy można przyjąć, że jeden był o wiele głupszy niż drugi?
Może pozornie histeryczny i gwałtowny Laertes był równie podstępny jak Hamlet? Dzięki wychowaniu przez ojca, na dworze a nie uniwersytecie, lepiej znał tutejsze reguły i zwyczajnie zamierzał zacząć karierę od wybawienia króla z kłopotu? A gdy sam został raniony zatrutym rapierem, gdy zobaczył, że druga pułapka zabiła królową – spróbował okazać skruchę: wyznał prawdę o spisku, gdyż szykował się na sąd Boży.
Czy Fortynbras zrozumiał Hamleta?
Norweski książę jest jedną z wielu zagadek dramatu. Często mówi się o tryumfie Fortynbrasa – człowieka, który tylko przechodził obok wydarzeń. To niezwykłe, aby postać, która tak niewiele robi w sztuce, zdobywała najwyższą nagrodę.
Czy Fortynbras był aż takim przeciwieństwem Hamleta, jak się to czasem mówi?
Duński królewicz stał wobec niezwykle skomplikowanej sytuacji, norweski miał poniekąd czyste pole do działania. Byli do siebie dość podobni: energiczni, odważni, skłonni do ryzyka. Lecz Hamlet stał sam przeciw legalnemu królowi, zaś Fortynbras przechodził z potężną armią poprzez państwo pozbawione jakiegokolwiek rządu. Co zrobiłby widząc, że Dania, która pokonała jego ojca, jest teraz bezbronna?
Sukcesyjna decyzja Hamleta była bodajże pierwszą podjętą z troską o innych ludzi, uznaniem nieuchronnych faktów.
Wobec pokojowego przejęcia władzy Fortynbras uczcił swych poprzedników. Dokładnie tyle powinien, ostatecznie od nich brał panowanie.
A czy Fortynbras w ogóle musiał rozumieć Hamleta? Przecież wystarczyło brać to, co samo wpadło w ręce: kraj, którego władcy wybili się nawzajem.
Pozostaje zagadką – czy z jego panowania ma wynikać moralna nauka dla widzów?


Najnowsze komentarze