Prace plastyczne dla reklamy
Sam nie wiem, jak zaklasyfikować czysto reklamowe projekty, które robiłem. Jeśli do kalendarza reklamowego robię zdjęcie – to jest to fotografia. Ale jeśli robię maleńką rzeźbkę lub instalację, którą fotografuje kto inny? Na pewno nie jest to rzeźba, bo produktem jest kalendarz…

Robiłem kalendarze, które zawierały jakiś żart: dla krakowskiego Instalu były to symboliczne instalacje z hasłem – firma i docierająca tam gdzie Diabeł już nie może, praca u podstaw, tak często niedoceniana…
Podobny kłopot mam z projektami opakowań lub koszulkami. Pracując dla drukarni opakowań wykonałem trudną do przeliczenia ilość projektów nadruków na mleko i tym podobne projekty spożywcze. Kilka lat po zakończeniu współpracy z tą drukarnią pojechałem na urlop na Pomorze i zupełnie nieoczekiwanie odkryłem, że w większości mleko w woreczkach lub papierowe opakowania masła ma zrobione przeze mnie nadruki. Trudno to nazwać osiągnięciem projektowym: proponowałem własny rysunek klientowi drukarni… on jednak pokazywał mi gotowy szablon, taki jak mieli wszyscy i mówił stanowczo: ma być krowa. Taka. Powyższa rozmowa miewała warianty, na przykład: ma być drewniany kubek na mleko. Taki.
I był. Powtórzony w kilkudziesięciu wersjach – ja miałem pełną swobodę w dobieraniu kolorów i niczym więcej. Był to jeden z powodów, dla których po 17 latach pożegnałem się z tym zawodem.
Podobnie trudno nazwać jakimś szczególnym twórczym osiągnięciem projekty koszulek, których sens z definicji polega na pokazaniu loga sponsora. Kiedy pracowałem dla drukarni robiącej koszulki, zrobiłem ich bardzo dużo, tak naprawdę nie potrafię powiedzieć ile… 100 albo 200?
Większość z nich to było po prostu nadrukowanie loga… Aby odpocząć od tej czysto odtwórczej pracy projektowałem własne wzory… Bardziej dla siebie niż na sprzedaż. Koszulka z nadrukiem to bardzo specyficzny przedmiot: zawiera zazwyczaj jakąś deklarację ideową, nad którą nikt się specjalnie nie zastanawia, bo i po co… tymczasem ta deklaracja niekoniecznie byłaby zgodna z intencjami nosiciela koszulki.
Napis w rodzaju SEX INSTRUKTOR lub ŻYWIEC… informuje tym samym o nadmiernym ego lub skłonności do sięgania po darmowe ciuchy…

Po bardzo wielu koszulkach przeznaczonych wyłącznie do rozdawania za darmo na imprezach okolicznościowych przyszła mi do głowy właśnie ta: NIE JESTEM ODPADEM.
Koszulkę NIE MA A JEST dla odmiany zainspirował bardzo stary film sentence fiction „Forbidden Planet” z młodym wówczas Leslie Nielsenem. Aczkolwiek przyznaję, że chodzi mi po głowie bardzo różne znaczenia dla tej koszulki, kto lubi rebusy – niech wrzuci w komentarzu swój własny pomysł.


Najnowsze komentarze