Pod wpływem nastroju i pytań postanowiłem dać inny kawałek Królewskich Psów – było już o paniach na różne sposoby, zatem czas na panów. Na początek bardzo dystyngowana scena dworska…

Rada książęca oceniała człowieka, który przed momentem skończył się przechwalać cudownymi umiejętnościami budowlanymi. Żaden z dostojnych panów nie odwiedzał miejsc wymienionych przez mistrza Lenarta di Roca Nera… zatem nie umieli zweryfikować opowieści i wszystko, co tak elokwentnie przedstawił, pozostawało baśnią. Zresztą czym innym rządziło się życie tu, w książęcym, pięknym Betterweiter nad środkowym biegiem potężnej rzeki Seelow. Wedle prawideł tutejszych człowiek ten zasadniczo był trupem. A że na razie o tym nie wiedział, to i uważał się za przyszłego bogacza. Cóż, ludzie łudzą się a życie jest krótkie…

Na wysokim tronie zasiadał Najjaśniejszy Pan Rorik Dahlbor i rozważał każde słowo rzemieślnika. Pozwolił go tu przyprowadzić z czystej ciekawości i już żałował. Ta sala powinna pozostać niedostępna dla ludzi z gminu, bez względu na ich uzdolnienia. Zdolni mogli dekorować ściany, mniej zdolni zamiatać. Na tym koniec. Gotowi sobie jeszcze wyobrażać, że mają tu cokolwiek do powiedzenia. No, zrobi się porządek z tym prostakiem, jak tylko wykona pracę. Zresztą… może wcale jej nie wykona i zostanie sprawiedliwie ukarany. Tak wielkie przedsięwzięcie musiało wabić złodziei. Możliwe, że teraz kłania się przed księciem największy ze wszystkich. Kradli. Wszyscy kradli wszystko. Wieszanie nie pomagało, zresztą kat też kradł pieniądze na powróz i pobierał łapówki od rodzin skazańców za wydanie ciał lub mniej bolesny przebieg egzekucji. Do tego bezczelnie myśleli, że ich władca nie podejrzewa rozmiaru tego potwornego złodziejskiego układu, w którym utonęło państwo. Tak to jest, jeśli książę z dobroci serca pozwoli zapomnieć poddanym, do kogo należy kraj. Rorik Dahlbor uważał się za łaskawego pana, niemniej nawet najłagodniejszy władca musi przypominać poddanym o obowiązkach. A egzekucja dobrze zapadała w pamięć.

Architekt skończył i ukłonił się. Władca z wysokości tronu nie zaszczycił go ani jednym słowem – gestem kazał mu wyjść i zwrócił się do namiestnika górnego dorzecza Verty.

– Von Wreschau, twoja głowa w tym, żeby poradził sobie z budową. Oczekuję szybkiego raportu i efektów, więc ruszaj od razu.

Po wyjściu obydwu mężczyzn Dahlbor przez chwilę siedział nieruchomo. Rozmyślał o planie na wypadek klęski całego przedsięwzięcia. Człowiek rozważny szykuje się wcześniej na trudności. Ścięcie pana von Wreschau w takim wypadku należało raczej wkalkulować jako korzystny ruch kadrowy. Inaczej rzecz wyglądała z zadaniem, na którym prawdopodobnie się wyłoży. Budowa kanału łączącego dwa dorzecza powinna zostać ukończona za wszelką cenę. Niechętnie przyznał sam przed sobą, że kluczem do sukcesu pozostaje architekt. Całe przedsięwzięcie, które mogło uwolnić handel Betterweiter od uciążliwej kontroli królewskiej i ceł w Magasparton, wisiało na jednym człowieku. Architekt, też coś. W łbach się prostakom przewraca. Zanim zaczęli wznosić katedry, nazywał się jeden z drugim mistrzem budowy i puchł z dumy, gdy go tytułowano panem majstrem zamiast zwyczajowego: Ej, ty tam! A teraz przybierają szumne tytuły i ośmielają się gadać w obecności książąt. I pewnie jeszcze wyobrażają sobie, że nikt ich nie zastąpi… Książę Rorik skrzywił się. Nie lubił katedr… kosztowały, dawały bezpodstawne poczucie wartości pospólstwu… Same wady. Architektów też nie lubił… ani żadnych majstrów. A teraz potrzebował kilku takich ludzi na wszelki wypadek.

– Von Rippe, znajdziesz paru takich, którzy będą stale towarzyszyli temu tam… – gestem pokazał drzwi, za którymi zniknął architekt wraz ze swoim protektorem – Mają patrzeć mu na ręce, rozumieć wszystko i w razie czego zastąpić. I pilnować. Jeśli ukradnie cokolwiek, chcę to mieć zapisane. Ale bez mojej wiedzy nie wolno go ruszać.

Gestem dał znak majordomowi. Dawno temu urząd ten obejmował zrządzanie domem i majątkiem księcia. Prapradziadek Rorika, Jovan zwany Piorunem, majordom poprzedniej rodziny książęcej, wykorzystał swoje szerokie uprawnienia i po prostu zastąpił chorego psychicznie władcę. Potem nie zlikwidował swego dawnego urzędu, ale ograniczył go do roli najważniejszego z odźwiernych dbającego o to, by na audiencję wchodzili ludzie odpowiednio przygotowani i we właściwej kolejności. Od tamtej pory wszyscy następcy pilnowali również, aby stanowisko piastował człowiek przekonany o jego wyjątkowym znaczeniu i niezdolny do niczego więcej niż otwieranie drzwi…

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.