Kto reguluje pogodę?

– To jest bardzo niepiesowa pogoda… – powiedziała Nana, kiedy wycierałem jej mokre futerko – Do niczego jest taki śnieg, który tylko moczy, zamiast nadawać się do biegania. I łapki mam zimne. I brzuszek mokry.

– Listopad. Ale niedługo będzie lepiej. – pocieszyłem pieska, bo wyglądała jak ćwierć nieszczęścia.

– Naprawisz pogodę? – zrobiła raźną minę i pomerdała ogonkiem.

– Jasne. – westchnąłem. Nie jest łatwo być wszechmogącym, nawet tylko dla jednego niedużego pieska. – Ale wiesz, Nanusiu, to trochę potrwa. Trzeba wyregulować bardzo dużo rzeczy.

– To ja poczekam. – siadła i z nadzieją patrzyła w stronę szafki z psimi przekąskami.

Dałem jej kawałek żwacza. Poleciała pod kanapę, żeby jej ktoś nie zjadł tej delicji, która zapachem i wyglądem odstraszała wszystkich domowników. Mogłem się założyć, że zajmie się gryzieniem swojego skarbu i w cieple kanapy zapomni o problemach pogodowych. Poszedłem do pracowni, w końcu nic samo się nie zrobi. Siadłem za biurkiem.

Z kociego łóżeczka wyjrzała Puma i obdarzyła mnie zniesmaczonym spojrzeniem. Oczywiście ona zawsze słyszy wszystko w promieniu stu metrów. 

– Ładnie to tak kłamać pieska? Przecież ona wierzy w to wszystko, co jej opowiadasz…

Poczułem jak czerwienią mi się uszy pod ciężarem wyrzutu z kocich oczek. Puma tymczasem wyszła na blat i siadła między mną a monitorem, tak, żebym w żadnym razie nie widział, co robię.

– Dlaczego po prostu nie powiesz jej prawdy? – owinęła ogonem łapki.

– Nana mogłaby jej nie udźwignąć.

– No tak, jest tylko psem. – przeciągnęła się pod moim nosem i zaczepiła mnie łaskawie ogonem.

– Poza tym tak jest trochę lepiej. Nie śmie mi zawracać głowy żądaniami odpowiedniej pogody, tylko ufa, że zrobię taką, jak należy. – moje żałosne próby usprawiedliwiania dały tylko tyle, że kocica szybciej wlazła mi na kolana… do czego chciałem ją zniechęcić, w końcu kocia drzemka wymaga mojego bezruchu a moja praca – po prostu pracy… i te dwie rzeczy nie dają się pogodzić.

Dobra, dobra… nie tłumacz się. To nie ma sensu. – udeptała mi kolana w skróconym tempie i ułożyła się wygodnie. – Mogłeś nie przejmować się i powiedzieć jej prawdę: że to koty robią pogodę. A teraz nie ruszaj się, muszę trochę popracować. Ten śnieg mi nie wyszedł, bo wczoraj się ciągle wierciłeś. – powiedziała i zasnęła.

Oczywiście, to zawsze moja wina.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.