P(a)sibrzuch i pięćdziesiąt brzuszków

Dbanie o własną formę fizyczną to poważna sprawa… a że nie należę do osób śmiertelnie poważnych, to i moja forma jest, delikatnie mówiąc, mało zadbana… Od czasu do czasu jednak pojawia się przede mną widmo wieku więcej-niż-średniego i powiewa sflaczałym brzuchem, ewentualnie złowieszczo przesłania świat brzuchem niesflaczałym, a nawet sprężyście wydętym. W takich chwilach przejmujący strach gna mnie do ławeczki gimnastycznej i prowokuje do zdmuchnięcia z niej kurzu. Pięć minut później kurz opada na tyle, by dało się cokolwiek zobaczyć i po omacku rozpocząć gimnastykę. O ile tylko mogę sobie na to pozwolić – ćwiczę z zamkniętymi oczami. Dzięki temu z jednej strony mogę w ten sposób lepiej wyłączyć i skupić na ćwiczeniu, z drugiej – do oczu nie wpada kurz ze sprzętów treningowych unoszący się w powietrzu długo po ich wyciągnięciu z szafy. Liczę na głos dla lepszego zgrania oddechu z ćwiczeniem. W okolicy piątego brzuszka pojawia się sygnał wejścia we właściwy tor wydarzeń: ciężar na klatce piersiowej.

– Pięć… Złaź ze mnie… Sześć…
– A co robisz? – mówi Pumiasta jak zwykle ignorując moje żądania.
– Siedem… Ćwiczę… Osiem…
– E tam… tylko się kiwasz.
– Dziewięć… To właśnie jest ćwiczenie… Dziesięć…
– A co ćwiczysz?
– Jedenaście… Brzuszki… Yyyyyyp…ście…
– Możesz mnie podrapać po brzuszku tylko przestań się kiwać, bo mi niewygodnie…
– Czternaście… Mogę Cię podrapać później? Piętnaście… Szesnaście…
– Później mogę nie mieć ochoty – powiedziała Puma i polizała się po łopatce z precyzją właściwą tylko kotom. Lizała się w skupieniu przez chwilę a przy tym całkowicie ignorowała fakt, że wciąż robiłem kolejne brzuszki z nią na klatce piersiowej. Gdybym ja siedział na wahającej się rytmicznie podstawie, to przy banalnej próbie podrapania głowy wydłubałbym sobie oko. O naśladowaniu zręczności tych futrzaków człowiek może zapomnieć.
– Dwadzieścia…

– Nudny jesteś. Odechciało mi się twojego drapania. – podsumowała mnie z demonstracyjną urazą i zeskoczyła celowo wybierając taki moment, by zakłócić mój rytm. Łupnąłem potylicą o podłogę.
– Ała!… Dwadzieścia jeden – dwadzieścia dwa – dwadzieścia trzy – ubytek cztero-i-półkilogramowej kotki znakomicie przyspieszył moje tempo. Na siłowniach powinni oferować pakiet ćwiczeń z osobistym kotem-trenerem. Taki ciężarek zmuszający do konwersacji pomaga w odruchowym zachowaniu rytmu i wprowadza człowieka na wyższy poziom koncentracji. Kłopot w tym, ze nie da się kupić kociej pomocy w czymkolwiek. Można ją otrzymać jako wspaniałomyślny dar, ale tylko wtedy, gdy kot ma ochotę obdarować człowieka. Zaś kociej chęci nie można ująć w pakiety usług i cenniki.
Szybko wróciłem do właściwego rytmu – brzuszki to nie wyścigi tylko solidna praca nad oddechem i całym organizmem.
Przez chwilę mogłem ćwiczyć spokojnie. Doszedłem do tej chwili, kiedy ćwiczenie wymaga już nieco wysiłku. Wtedy mój trening wzbogaciły kolejne elementy: wilgotne, ciepłe i emocjonalne.

– Czterdzieści pięć…
Liźnięcie w lewe oko.
– Czterdzieści sześć…
Liźnięcie w prawe oko, dość przypadkowe.
– Czterdzieści siedem…
Liźnięcie w czoło.
– Czterdzieści osiem…
Liz…
– Czterdzieści dziewięć…
Liz…
– Pięćdziesią…Tfuuu! Nana!
Klapnąłem plecami na ziemię. Ostatnie liźnięcie trafiło mnie perfekcyjnie w usta.
– Co robisz? – zapytała psina wąchając moją twarz. Bardzo lubi te rzadkie chwile, kiedy możemy spotkać się nos w nos. Ja z kolei nie mogę skupić się na ćwiczeniach, kiedy jestem uklejony i wylizany. A skoro już musiałem przerwać, to równie dobrze mogłem poświęcić chwilę Nanusi. Kręciła się wokół mnie i prezentowała ze wszystkich stron entuzjastycznie latający ogonek. Najwyraźniej obudziła się z ochotą na życie towarzyskie.
– Ćwiczyłem brzuch.
– A po co? – powąchała wymienioną część mnie wzdłuż i w poprzek, po czym szturchnęła mnie pod pachę. Przez chwilę zastanawiałem się, jak wytłumaczyć grubemu pieskowi sens pracy nad sobą. Nana dreptała wokół mnie w kółko, wreszcie położyła się w pozycji „waruj”. Większość ludzkich powodów nie pasuje do psich wyobrażeń o świecie. Na szczęście psy bez dyskusji akceptują zachcianki szefa, co pozwala na skuteczne załatwienie tematu uniwersalnym argumentem.
– Bo tak mi się podoba.
Nana położyła mordkę na łapkach i zadała kolejne pytanie:
– A jak ci się podoba?
– Chcę mieć płaski brzuch. – wyjaśniłem wyłażąc z ławeczki do ćwiczeń. Wylizane oko zdążyło mi zaschnąć, musiałem się opłukać albo patrzeć na świat jak porucznik Columbo.
Nana nagle wpadła na genialny pomysł na współpracę w imię jedności naszego stada:
– To ja zaraz też będę miała płaski brzuch!
Prawdę mówiąc mój piesek wygląda jak kudłata parówka na krótkich łapkach, z mordką na jednym końcu i chorągiewką z ogona na drugim. Płaski brzuch dla mnie jest rzeczą dość trudną, dla niej raczej nieosiągalną. Zaintrygowała mnie.
– Jak to zrobisz?
– O, tak: – przewróciła się na plecy, rozwaliła szeroko łapki i zasnęła z rozanieloną miną.
I nie da się ukryć, że w jednej chwili osiągnęła idealnie płaski brzuszek.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.