Pisane psem – remonty Nanusi

Drabinka i wspinaczka góra-dół to moje ukochane elementy każdego remontu. Nie każdy miał tyle szczęścia, żeby samemu przećwiczyć tę rozkosz, więc krótko wyjaśnię, co tu jest źródłem satysfakcji i szczęścia.

Po pierwsze: drabinki używamy wtedy, gdy trzeba sięgnąć wysoko. Niby banalne stwierdzenie, ale „wysoko” oznacza, że mimo drabinki i tak sięgamy rękami ponad głowę, zazwyczaj z trzykilogramowym narzędziem w garści przez kilka godzin.

Po drugie: przy pracy na drabince przygotowujemy sobie wcześniej mnóstwo rzeczy, żeby nie latać tam i z powrotem po szczebelkach. Część z nich wkładamy do specjalnego roboczego pasa (jeśli go mamy) – te narzędzia odgrywają szczególną rolę, ponieważ będą stale zaczepiać o wszystko inne, ale za to okażą się potrzebne dopiero na końcu. Chyba, że je zostawimy na dole – wtedy okażą się potrzebne natychmiast po wejściu na górę. Inne, mniejsze narzędzia, włożymy do kieszeni – dzięki nim spodnie opadną nam na kostki podczas manewrów na ostatnim szczeblu drabiny. Narzędzia za duże do kieszeni ale nie mieszczące się już na pasie, układamy na półeczce na szczecie drabinki, skąd będą mogły spaść, kiedy po nie sięgniemy. Przy okazji spadania na pewno trafią w mały palec u nogi. Zaś drobiazgi w rodzaju gwoździ czy drobnych wkrętów trzymamy w ustach i połykamy, ile razy wydarzy się cokolwiek – w ten sposób uzupełnimy niedobory żelaza w organizmie.

Wkrętów, gwoździ i nakrętek zawsze będzie za mało pod ręką – na to nie nie wynaleziono jeszcze sposobu, trzeba się pogodzić z tym smutnym faktem i schodzić po nowe mniej więcej co trzy minuty. Uwaga! Jeśli przyjdzie nam do głowy pomysł wzięcia na górę całej paczki – mamy gwarantowane strącenie jej na podłogę i zbieranie z zakamarków remontowych. Śrubki nigdy nie zostaną w jednym miejscu, tylko rozproszą się niczym odłamki bomby po Stalingradzie.

Dzięki takiemu rozmieszczeniu niezbędnych narzędzi przy każdej operacji pod sufitem będziemy zeskakiwać z drabinki po coś i wracać na górę a koniec pracy nastąpi po czasie mniej więcej ośmiokrotnie dłuższym od zaplanowanego, niezależnie od tego, jaki zapas czasu przeznaczymy na pracę. Ale kiedy nastąpi – napełni nas szczęściem.

Mając tego świadomość do każdego remontu z użyciem drabinki możemy przystąpić we właściwym nastroju czyli mniej więcej tak, jak Ludwik XVI do gilotyny: wiemy, co nastąpi ale pamiętamy, że już za późno na zapobieganie.

Zdarza się jednak coś, co urozmaici nam pracę w sposób nieoczekiwany.

Podczas jednego z tych remontów przygotowałem się szczególnie starannie: skrzyneczki z narzędziami i materiałami ustawiłem przy drabinie ale nie za blisko, ponieważ w nagłych wypadkach człowiek (tzn. ja) zawsze staje bosą nogą w środek skrzynki pełnej sterczących kleszczy i kombinerek.

Jednak przed przeznaczeniem nie ma ucieczki – mniej więcej po półgodzinie pracy zauważyłem, że nie mam narzędzi, których potrzebuję – ani na górze ani na dole. Przez następne trzy kwadranse ratowała mnie Ilonka przynosząc to i owo z drugiej skrzynki ale te przyniesione rzeczy też wyparowały.

Zwołaliśmy naradę sztabową pod drabinką. Burza mózgów wykluczyła halucynacje – ja mogłem zapomnieć, gdzie coś kładę, ale oboje nie mogliśmy zapomnieć tego samego tak samo. No i narzędzi brakowało w skrzynce.

Niestety na tym skończyły się sukcesy naszej narady. Zamiast młotka wziąłem odważnik od zabytkowej wagi po babcinym sklepie. I byłbym dokończył pracę wbijając gwoździe odważnikiem a wkręty wkręcając nożem stołowym, gdybym nie zauważył Nanusi idącej charakterystycznym kroczkiem przez środek pokoju w stronę jej łóżeczka. Taki krok miał Kaźmirz Pawlak, gdy spacerował z pastowanym kabanem po lesie, dlatego czym prędzej zawołałem Ilonkę i przeprowadziliśmy niewielkie śledztwo. Nanusia, jak się okazało, trzymała w zębach małe kombinerki, które za wszelką cenę próbowała zasłonić.

– Piesek, chodź no tu…

Z miną głuchego przyspieszyła w stronę łóżeczka.

Sięgnąłem po kocie smaczki zapomniane wysoko na kredensie.

Na znajomy grzechot zapomniała o wszystkim i odwróciła się w moją stronę prezentując łup. Zlazłem z drabiny, zagrzechotałem kocim pudełkiem. Upuściła narzędzie i przyleciała do mnie z wyrazem niebywałej inteligencji i wierności w orzechowych oczkach.

Ilonka tymczasem zajrzała do psiego legowiska.

– Nanusia, co to jest?

Piesek zorientował się, że padł ofiarą podstępu, podbiegł gryząc koci smaczek, wskoczył do łóżeczka i wywrócił się do góry łapkami.

– Ja tu jestem! Zobaczcie mój brzuszek! Ładny, prawda?

– Nie pytam cię o brzuszek. Co tam jest pod brzuszkiem?

– Moje plecki.

– A pod nimi?

– Futerko? – powiedziała niepewna, czy to zaspokoi naszą ciekawość.

– Zabierz na chwile to futerko razem z brzuszkiem. Musimy zajrzeć do twojego łóżeczka.

– Ale tam są same potrzebne rzeczy, zresztą tam nic nie ma.
– Chętnie popatrzę na nic, to będzie miła odmiana. Zazwyczaj jak zaglądam, to widzę coś.

– Ale co będziesz patrzył, skoro tam nic nie ma? Przecież nic nie zobaczysz.

– No nie wiem. Mogę nic nie zobaczyć, mogę obejrzeć nic albo zobaczyć coś. A to już brzmi ciekawie.

– Eeee, tam, ciekawie – grała na zwłokę.

– Złaź. – wydałem jasne i dobrze znane polecenie. Zlazła.

W łóżeczku, wciśnięte między boczne poduszki, leżały sobie: trzy śrubokręty różnej wielkości, w tym dwa lekko obgryzione, dwa małe młotki, jeden duży, kombinerki – 4 sztuki, dwa nadgryzione i wysypane pudełka wkrętów do gipsokartonu, dwie nieobgryzione miarki zwijane: moja i Ilonki, o które pokłóciliśmy się, bo kupiliśmy osobne właśnie po to, żeby sobie ich nie podbierać a także spora, acz nieokreślona ilość stolarskich ołówków zamienionych na drzazgi. Ołówki te kupiłem przed remontem – na wszelki wypadek całą paczkę – wiedziałem bowiem, że w krytycznym momencie (czyli zawsze) będę oznaczał różności palcem na ścianie, o ile nie przygotuję się odpowiednio.

Zabraliśmy psinie i narzędzia i szczątki po nich.

Nana patrzyła długo, jak układam młotki w skrzynce:

– To czym mam pracować, jak się koty zepsują?

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.