Kategorie
Zwierzaki

Psie portrety – część 1

Z powodów nanułkowych (czyli związanych z Naną) postanowiłem się szkolić w zakresie psich portretów. To sprawa o wiele trudniejsza niż w przypadku portretów ludzkich – z powodu wielkiej różnorodności psich twarzy. Zresztą nawet jedna psina może zaskoczyć ilością elementów do umieszczenia w portrecie.

Weźmy na przykład Lolę.

Właściwie jest nawet podobna do człowieka, tylko ładniejsza.  Ja w każdym razie poznałem kiedyś pewnego portiera, który wyglądał jak mniej rozumna karykatura mopsika.

Ale kiedy wydaje się, że wiemy wszystko o tej mordce – pojawia się jakaś mina i cały portret możemy robić od nowa.

Trzeba uchwycić tę zadumę nad światem, jego początkiem i końcem (oraz początkami obsikanej trawy przy płocie). Skupione spojrzenie i koncentracja jak u rycerza Jedi albo Einsteina przy odkryciu żarówki w bułce… I niestety nie załatwimy tego rysowaniem zmarszczek tak jak u człowieka bo twarz mopsika składa się w większości ze zmarszczek.

Tu trzeba solidnie popracować nad głębią spojrzenia! A kiedy wydaje nam się że wiemy już coś o głębi spojrzenia – piesek wywali jęzor i możemy się zastanawiać nad głębią mordki, w której się to zmieściło.

W dodatku zbadanie problemu dość jasno pokazuje, że w naszym wszechświecie są trzy rzeczy ciągną się w nieskończoność: czas oczekiwania na wizytę u lekarza-specjalisty z NFOZ, okres dotrzymywania obietnic i język mopsika. Kto nie wierzy, niech spróbuje polizać się po czole.

 

Coś takiego potrafią tylko niektóre pieski!

Ostatecznie możemy się wspierać atlasem psiej anatomii, odwiedzić znajomego weterynarza  wyciągnąć z niego poradę, a także  kupić lepszy obiektyw albo zapisać się na specjalistyczny kurs malowania psich portretów do renomowanego malarza. Ale zanim zdecydujemy się na wybór – psina odejdzie w siną dal baletowym kroczkiem.

Kategorie
Bez kategorii

Start w nowym miejscu

Po dość długim czasie prowadzenia kilku blogów (a każdego z nich mało intensywnie) oraz jeszcze dłuższej przerwie  – zdecydowałem się przenieść toto wszystko pod jeden adres i nieco uprościć sobie robotę.

Jest zima, zaczyna się nowy rok, piszę nową książkę i rysuję nowe obrazki do starych historii, więc nowa strona jest jak najbardziej na miejscu – zgodnie z odwieczną zasadą, że farbowanie staroci jest lepsze niż robienie czegoś nowego.

Czeka mnie też pospinanie wszystkiego z tą stroną – fotobloga, stronek z obrazkami plączących się po sieci i takich tam. Wszystko stopniowo i po kolei, bo jak chciałem załatwić to od razu – to przez rok nie mogłem się zebrać.

Przy okazji z lekkim niesmakiem odkryłem istnienie polityka, który nazywa się tak jak ja, ma podobny adres strony i prawdopodobnie jeszcze nie raz przyniesie mi wstyd.
Cóż – uwaga na podrabianych Olszówków! Mogą być toksyczne!